25
GRU
2014

Zambijskie Boże Narodzenie

Posted By :
Comments : Off

Drodzy Przyjaciele

Mój pierwszy Adwent w Zambii, ale jakże różny od tych wszystkich poprzednich. Nie ma Rorat i całej atmosfery oczekiwania z nimi związanej. Krajobraz i temperatury zupełnie nie polskie, które oscylują między około 22 oC o wschodzie słońca, ale po południu czasem przekraczają trzydzieści. Takie polskie lato.

Z zewnętrznych znaków Adwentu, tylko kolor fioletowy w liturgii jest taki sam i czytane są te same teksty z Pisma Świętego, ale w innym języku. Jest wieniec adwentowy z czterema świeczkami (tylko w Masansie, nie na stacjach w buszu), ale nie czerwonymi jak u nas, tylko trzy fioletowe i jedna różowa, jak kolory w liturgii w adwentowe niedziele. To tak z angielska.

W pierwszą niedzielę Adwentu pojechałem odwiedzić dwie z naszych stacji w buszu. Zawsze w czasie kiedy ksiądz spowiada przed Mszą, któryś z katechistów prowadzi katechezę dla zebranych. Słyszałem miej więcej, o czym mówił i na kazaniu więc chciałem trochę głębiej wyjaśnić sens Adwentu. Zacząłem więc od tego, że Adwent to czas oczekiwania i że zawsze na coś czekamy. Po czym zapytałem dzieci, na co one czekają? Pierwsza odpowiedź była: „na słodycze” (w buszu to luksus). Wiedząc, że w Zambii na początku grudnia kończy się rok szkolny i zaczynają się miesięczne wakacje, zapytałem, czy czekają na wakacje. Odpowiedź, która w Polsce była by oczywista, tam mnie zaskoczyła – „NIE”. Trzeba wiedzieć, że z początkiem pory deszczowej zaczyna się czas uprawy roli i na polach potrzebne są do pracy każde ręce. Te grudniowo – styczniowe wakacje są więc dla uczniów bardzo pracowitym czasem. W buszu nie używa się maszyn, wszelkie prace wykonuje się rękami. Tylko niektórzy używają zwierząt przy uprawie ziemi. Inaczej jest na dużych komercyjnych farmach, które są dość zmechanizowane, chociaż wiele prac wykonuje się ręcznie, ze względu na tanią siłę roboczą. Nie dziwię się więc dzieciom, że wolały by być w szkole. Dodatkową zachętą mającą ich do szkoły przyciągnąć jest, otrzymywany w szkole posiłek. W ten sposób rząd stara się je zachęcić do nauki, a rodziców do wysyłania dzieci do szkoły.

Pierwsza dekada grudnia była jeszcze sucha z bardzo wysokimi temperaturami. W niedzielę 7 grudnia w cieniu było 36 oC, a w słońcu nawet 52 oC. W takim upale przejście kawałka drogi tu już wysiłek, nie mówiąc o odprawianiu Mszy w kościele, który przykryty jest stalową blachą, między którą a wnętrzem nie ma żadnej izolacji. Sauna, czy może czasem piekarnik zapewnione. Szkoda tylko, że nie ma basenu gdzieś w pobliżu.

Na szczęście od wtorku 9 grudnia zaczęły się deszcze i to dość intensywne. Wreszcie ludzie mogli wyjść na pola, bo wcześniej wyschnięta ziemia miała twardość skały i uprawa była bardzo trudna. Tu w Afryce widać jeszcze wyraźniej niż w Polsce, że woda to życie! Wielu naszych parafian zmaga się z jeszcze jednym problemem, gdy chodzi o wodę. Mianowicie, w czasie pory suchej obniża się poziom wód gruntowych i zwykłe studnie zaczynają wysychać. Wtedy konieczne są czasem długie wyprawy do studni, które wodę jeszcze mają. Noszenie wody, to zasadniczo zadanie kobiet. Dwudziestolitrowy kanister niesiony na głowie to taka normalna miara. Czasem można zobaczyć małe jeszcze dziewczynki z jakimiś pojemnikami, czy nawet dużymi miskami wody na głowach. Te obciążenia niestety odbijają się potem na ich kręgosłupach. U wielu kobiet widać poważne skrzywienia.

Deszcze są nie tylko potrzebne na początku pory deszczowej. Gdyby zasiane ziarna zostały pozbawione wilgoci nie miałyby szans wzrosnąć i wydać plonu. Tak więc, ciągle modlimy się o ‚imfula isuma’ czyli deszcz dobry. Pierwsze deszcze na razie nie podniosły także znacząco poziomu wody w rzekach. Wiele z nich wygląda na razie bardziej, jak ciąg wielkich kałuż luźno połączonych ze sobą.

Razem z księdzem Zenonem przygotowujemy się do świętowania Bożego Narodzenia, także na naszym stole. Przede wszystkim dzięki polskim przyjaciołom mamy opłatki. Przysłane również tortellini będą robiły za uszka do barszczu z torebki też z Polski. Otrzymane pierniki posłużą jako baza dla moczki. W Kabwe udało się kupić rodzynki i suszone śliwki, a poza tym wykorzystamy świeże mango. Z cytrynami też nie ma problemu. Mak na makówki dostaliśmy od jednej siostry zakonnej – Polki pracującej w Kabwe. W Zambii się go ani nie uprawia, ani nie można kupić. Jej udało się go kupić w Kenii, gdzie odwiedzała placówkę swojego zgromadzenia. W następnym roku, trzeba będzie poprosić o przysłanie z Polski. Ryby są do kupienia na miejscowym markecie, chociaż nie karpie. Taka będzie nasza Wigilia. Pasterkę odprawimy o godzinie 20.00 czasu zambijskiego.

Drodzy Gierałtowiccy Przyjaciele.

Dzięki serdeczne ze przemiłe życzenia na stronie internetowej Waszej parafii. To bardzo miłe i ważne wiedzieć, że ktoś o nas pamięta. Przyjmijcie moje i księdza Zenona – mojego proboszcza świąteczno-noworoczne życzenia i zapewnienie o stałej obecności w naszych modlitwach. Niech Jezus będzie Waszą radością i prowadzi Was przez każdy dzień Waszego życia.

Polecamy się modlitwie.

Ks. Zenon i ks. Marek

Print Friendly, PDF & Email